poniedziałek, 28 września 2015

22: Wolność

Korytarze w Ministerstwie Magii były obłożone ciemnymi, gładkimi kafelkami. Choć były szerokie, to owa faktura sprawiała, że wydawały się jeszcze bardziej przestronne. Tego dnia, w tym miejscu kręciło się wielu czarodziejów i czarownic. Wszyscy dyskutowali, przekrzykując się wzajemnie. Niemal każdy miał coś do powiedzenia, próbował podważyć wyrok Wizengamotu lub zapewnić, że się z nim zgadza.
Ginny nie miała siły tego słuchać. Oparła się plecami o ścianę i przymknęła oczy. Czekała. Oddałaby wszystko, aby w tamtej chwili zniknąć i pojawić się w zupełnie innym, bezpieczniejszym miejscu. W miejscu, w którym nie będzie czuła tej narastającej pustki i niedających spokoju myśli.
Może nie powinna była tego robić? Może jej matka miała rację, kiedy wczoraj długie godziny rozmawiały o tym procesie. Tylko że Molly też nie była pewna, co jest dobre. Czy powinny oskarżyć Hermionę, czy jednak potraktować to w sposób łaskawy?
Ginny – znajomy głos wyrwał ją z zamyślenia. Otworzyła oczy i popatrzyła na Harry'ego. – Dziękuję za to, co zrobiłaś.
Przecież tak się umawialiśmy – odpowiedziała cierpko. – Myślałeś, że nie dotrzymam słowa?
Sam nie wiem, czego się spodziewałem – rzekł.
Dziewczyna poczuła, że na korytarzu zrobiło się cicho. Zgromadzony tłum stracił zainteresowanie minionym procesem i nagle wszyscy skupili się na Harrym Potterze, Wybrańcu, który ocalił ich świat.
W tamtej chwili Ginny poczuła, że coś jest nie tak. Jej wzrok napotkał Remusa, wychodzącego z sali wraz z Kingsleyem. Nie zauważył jej, nie wiedział, że jej serce mocniej zabiło.
Ginny? – Harry powtórzył jej imię, aby zwrócić na siebie uwagę. – Co do nas...
Dziewczyna uniosła rękę i położyła palec na jego ustach. Atmosfera zgęstniałą, a otaczający ich czarodzieje wstrzymali oddech. Ginny uśmiechnęła się delikatnie. Doskonale wiedziała, czego się spodziewali, ale ona nie umiała tego zrobić. Jej wzrok znów napotkał Remusa i Kingsleya. Oni też się przyglądali.
Przepraszam, Harry – wyszeptała. – Nie ma już nas.
Dziewczyna wyminęła chłopaka i przepchnęła się przez tłum gapiów. Dopiero wtedy tak naprawdę poczuła się wolna i czuła, że oddała serce Harry'ego prawowitemu właścicielowi. Nie była godna, aby zatrzymywać je na dłużej. I choć świat próbował jej wmówić, że trzeba płakać, kiedy coś się kończy, to ona wiedziała, że w tym przypadku będą to łzy szczęścia.

Z daleka widać, że Harry ci się podoba – rzekł Syriusz, a na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
Ginny najpierw się zaczerwieniła, a potem znalazła w sobie odwagę, aby odpowiedzieć:
Ja zawsze go kochałam, nawet wtedy, kiedy nie byłam pewna, czym jest miłość.
Mężczyzna zaśmiał się głośno, ale kiedy zauważył jej obrażoną minę, dołożył wszelkich starań, aby się uspokoić.
Przepraszam – powiedział. – Ale chyba właśnie w tym jest problem.
Problem? – powtórzyła, splatając ręce na piersiach.
Tak, bo jako mała dziewczynka próbowałaś wmówić sobie, że go kochasz. Otoczyłaś się ulotną i nieprawdziwą wizją jego osoby. Nie można zakochać się w kimś, kogo się nie zna. Najpierw trzeba poznać jego wady, zalety, to, co cię denerwuje i to, co cię śmieszy. Trzeba wiedzieć, czy na daną osobę można liczyć i czy ta osoba może liczyć na ciebie. Miłość to ciężka sprawa...

Kiedy zimna woda spłynęła po jej twarzy, zrozumiała, że Syriusz nie tylko mówił o Harrym, mówił też o sobie. Miłość to coś więcej niż sekretne spotkania w sypialni i długie rozmowy. Miłość to życie, codzienna walka, poświęcenie i często również bezsilność.
Uniosła twarz i spojrzała w lustro. Ten rozdział został zamknięty. Mogła już wstać i iść dalej.
Lustra mają w sobie magię. Każdy czarodziej to wie.

Hermiona Granger uniewinniona!
Wczoraj w godzinach porannych miał miejsce jeden z najgłośniejszych procesów w historii. Przed całym Wizengamotem stanęła Hermiona Granger, najlepsza przyjaciółka Harry'ego Pottera, która kilka dni temu sama przyznała się do wycięcia serca Wybrańca.
Przypominamy, że nasz Złoty Chłopiec nie obudził się po bitwie z Voldemortem. Uzdrowiciele długo utrzymywali w sekrecie, co jest przyczyną złego stanu zdrowia Bohatera. Dopiero później udało się ustalić fakty.
Wielu redaktorów spekulowało, że serce na pewno zostało w najbliższym otoczeniu Wybrańca. Jak widać, nie pomylili się. Wiadome jest, że serce zostało wycięte przez jego najlepszą przyjaciółkę, Hermionę Granger i schowane w piersi byłej ukochanej pana Pottera – Ginevry Weasley (więcej o ich zerwaniu na str. 7), która według zeznań nie miała o tym pojęcia.
Jednak żaden z poszkodowanych nie zeznawał przeciwko oskarżonej. Nawet bliscy nie szczędzili dobrych słów pod adresem panny Granger. Wizengamot niemal jednogłośnie oczyścił ją ze wszystkich zarzutów i zwolnił z aresztu. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że Hermiona obecnie mieszka razem z panem Potterem. Jak widać, niezbadane są losy ludzkie.
T. M.

Pod koniec sierpnia zza chmur wyjrzało słońce. Jego promienie otulały wzgórza wokół Nory. Trawa bezwstydnie grzała się w ich blasku. Delikatny wiatr poruszał liśćmi na drzewach. Przyroda odżyła, a wojna w końcu przeniosła się na karty książek. I choć ból po stracie najbliższych nadal palił serca, to coraz więcej osób poczuło, że wspomnień nikt im nie odbierze, a muszą patrzeć w przyszłość.
Ginny! – W Norze rozległ się krzyk pani Weasley. – Ginny, dlaczego nie jesteś jeszcze spakowana. Jutro wyjeżdżasz do Hogwartu, a w jadalni poniewierają się twoje książki! Ginny?!
Dziewczyna zbiegła po schodach, omal nie potykając się na ostatnim stopniu. W dwóch susach doskoczyła do matki i przyjęła swoją zgubę.
Zdążę – oznajmiła krótko. – Nie mam tego aż tyle, aby potrzebować na to cały dzień.
Tak? A potem znów będziesz pisać, abym ci coś wysłała? Możesz być pewna, że dołączę do tej rzeczy stosownego wyjca.
Oj, mamo... daj spokój. To Ronowi zawsze musiałaś coś dosyłać, a nie mi.
Kobieta pokręciła głową z dezaprobatą i wycofała się w kierunku kuchni. Ginny uśmiechnęła się pod nosem, obserwując jej sylwetkę, a potem usiadła przy dużym stole naprzeciwko ojca, czytającego nowe wydanie Proroka Codziennego.
Coś nowego? – zapytała.
No cóż... – odpowiedział lekko zamieszany.
Co? Nowe zdjęcia Harry'ego i Hermiony? – odpowiedziała pytaniem.
To pewnie tylko plotki.
Tato, nie rusza mnie to. Żal mi jedynie Rona – oznajmiła, wzruszając ramionami. – A swoją drogą, mówił, o której wróci ze sklepu Freda i George'a?
Nie – wtrąciła się mama. – Powinien jechać do szkoły, a nie pracować.
Ginny już chciała stanąć po stronie brata, kiedy rozległo się pukanie. Weasleyowie popatrzeli na siebie, a dziewczyna wstała i ruszyła w kierunku drzwi.
Spodziewacie się kogoś? – zapytała, naciskając na klamkę.
Kiedy otworzyła drzwi i zobaczyła, kto stoi w progu, na chwilę odebrało jej mowę. Remus Lupin wyglądał lepiej niż przy ich ostatnim spotkaniu. Miał nowe szaty, ogolił się i podciął włosy. Co więcej, nie był sam. Na rękach trzymał swojego półrocznego synka Teda. Chłopczyk miał włosy koloru soczystej zieleni i miodowe oczy – identyczne jak ojciec.
Dzień dobry – przywitała się. – Cześć, maluszku – dodała w kierunku chłopca. – Ale ty już duży.
Cześć, Ginny – odpowiedział mężczyzna, a na jego twarzy zagościł uśmiech.
Och, Remus! – uradowała się Molly i podeszła do mężczyzny. Niemal automatycznie ucałowała Teda w czoło i chwyciła Remusa pod ramię i poprowadziła do stołu. – Co was do nas sprowadza?
Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu, a chciałem odwiedzić starych przyjaciół – odpowiedział, próbując zapanować nad ruchliwym malcem. – Praca i obowiązki.
Mogłeś napisać, upiekłabym coś specjalnego!
Nie chciałem robić kłopotu.
Jaki tam kłopot! – oburzyła się Molly, a potem jej twarz złagodniała. – Naprawdę dobrze wyglądasz, Remusie – powiedziała na głos to, co Ginny miała odwagę tylko pomyśleć.
A to ciekawe – wtrącił się Artur. – Ja przy naszych dzieciach wyglądałem jak kupa nieszczęść. Szczególnie jak Fred i George byli mali. Mój kolega myślał, że mam jakąś śmiertelną chorobę!
Arturze! – oburzyła się pani Weasley.
Ted to bardzo grzeczny chłopiec – powiedział Remus, gładząc synka po głowie.
Zaraz podam herbatę – oznajmiła Molly, zrywając się z krzesła. – Ginny, co tak stoisz?
Dziewczyna otrząsnęła się z amoku i odwróciła głowę od Remusa.
Może pójdę się spakować – powiedziała, robiąc krok w kierunku schodów.
Nie wygłupiaj się, siadaj – rzekł Artur, odsuwając jej krzesło. – Zdążysz.
Dziewczyna bez słowa wykonała jego polecenie. Jej serce zabiło szybciej, a ona za wszelką cenę próbowała pozbyć się niechcianych myśli z głowy. Wyczuła na sobie wzrok Remusa, a potem Teddy wyciągnął w jej kierunku małe rączki. Jęknęła, kiedy chłopiec załkał, wyrywając się w jej stronę.
Ginny, weź go na chwilę – powiedziała pani Weasley. – Widzisz, spodobałaś się mu.
Dziewczyna wzięła chłopca. Przez ułamek sekundy jej dłoń dotknęła dłoni Remusa, a po plecach przebiegł dreszcz. Skarciła się za to w duchu.
Teddy znów się uspokoił, wykazując ogromne zainteresowanie guzikiem przy jej swetrze.
A jak układa ci się z Andromedą? – zapytała Molly, podając herbatę i ciastka.
Na początku nie było najlepiej, ale staramy się nie wchodzić sobie w drogę – wytłumaczył, upijając łyk napoju. – Nie mogę na nią narzekać, bo naprawdę dużo jej zawdzięczam.
To prawda, dobrze, że wychodzisz na prostą – skwitował Artur. – Próbujesz szukać innej pracy?
Na razie chcę pokazać się z jak najlepszej strony w tej, aby dostać dobre rekomendacje – wytłumaczył szybko.
Tak, to dobry pomysł – przyznała pani Weasley. – No i słyszałam od Kingsleya, że dostałeś odszkodowanie od tego redaktora z Czarownicy. To było podłe, co tam napisali. Prawda?
Ginny wyczuła na sobie jej pytające spojrzenie.
Tak – powiedziała szybko dziewczyna. – Bardzo.
Och, co się z tobą dzieje? Źle się czujesz? – zapytała kobieta z troską.
Dziewczyna wstała od stołu, a potem podała Teda Remusowi. Chłopczyk załkał niezadowolony z takiego obrotu spraw.
Przepraszam – powiedziała cicho Ginny. – Naprawdę muszę się spakować.
Nie odwracając się za siebie, wbiegła po schodach i zatrzasnęła drzwi pokoju.
* * *
Remus wiedział, że powinien porozmawiać z nią już wcześniej. Niepotrzebnie odkładał tę rozmowę, każdego dnia tłumacząc sobie, że ma jeszcze trochę czasu do jej powrotu do Hogwartu. A tu proszę, czas zleciał nieubłaganie i właśnie miał ostatnią szansę na planowaną niemal od wieków rozmowę.
Zapukał, a kiedy usłyszał jej odpowiedź, otworzył drzwi.
Jej pokój był tak mały, że ogromny kufer stojący na środku sprawiał, że nawet człowiek tak szczupły jak Remus miał problem, aby się w nim zmieścić. W dodatku w pomieszczeniu panował ogromny bałagan. Jej rzeczy były porozrzucane po łóżku i dywanie, jakby ich właścicielka sama nie wiedziała, co powinna ze sobą zabrać.
Ginny uniosła głowę znad znad stery pergaminów i głośno nabrała powietrza do płuc.
Możemy porozmawiać? – zapytał Remus.
Przepraszam za bałagan – odpowiedziała, a potem zrzuciła z jedynego krzesła dwie czarne szaty. – Proszę – dodała, wskazując mu miejsce.
Trzymałaś to wszystko w jednej szafie? – zapytał, siadając.
Ta szafa nie jest wcale taka mała – odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie. – To znaczy w środku jest trochę większa.
Rozumiem.
Przez chwilę zapanowała cisza. Remus obserwował jej twarz. Rude włosy, które odrobinę urosły i teraz niemal co kilka sekund były nerwowo przeczesywane przez ich właścicielkę. Brązowe oczy, błądzące po pokoju, aby za wszelką cenę uniknąć jego wzroku. Zadarty, obsypany piegami nos, poruszający się przy każdym oddechu. Pełne wargi, które nadgryzała z nerwów.
Chyba powinnam pana przeprosić – oznajmiła w końcu i zmusiła się, aby spojrzeć mu w oczy. – Za to, co się stało w pokoju Syriusza.
Chyba? – powtórzył, a na jej twarzy pojawił się szkarłatny rumieniec.
Chyba na pewno.
Remus uśmiechnął się, a potem chwycił jej dłoń. Dziewczyna wzdrygnęła się, ale nie wyrwała się z uścisku.
Powinienem wcześniej z tobą porozmawiać i... – zaczął Remus.
Nie – przerwała mu mechanicznie. A potem zaczęła mówić tak szybko, że Lupin z trudem mógł zrozumieć słowa. – Nie musiał pan. Ja rozumiem. Narobiłam tyle kłopotów. Ministerstwo uważa, że działałam wbrew swojej woli, ale to nie ma znaczenia, bo i tak mam wyrzuty sumienia. Przeze mnie pokłócił się pan z Andromedą, wplątałam pana w to całe zamieszanie z książką, spaliłam dom, byłam nachalna, a potem zamiast pomóc, to upiłam się i...
Ginny, już mnie za to przepraszałaś. Ja też nie jestem bez winy. Jaki ze mnie znawca czarnej magii, skoro mieszkałaś pod moim dachem i niemal każdego dnia obserwowałem, że dzieje się z tobą coś złego?
Proszę się nie obwiniać – wyszeptała. – Miał pan rację. Co do Syriusza. To była moja wyobraźnia i pragnienie uwolnienia się od uczucia do Harry'ego, które sobie wmówiłam i... Na Merlina! Co ja bredzę.
Nie wiem, czy pamiętasz, ale tamtej nocy powiedziałem ci, że szukałem w tobie Dory. Cały czas, jak u mnie mieszkałaś, porównywałem was. Sposób ubierania, zainteresowania, charakter i za każdym razem uświadamiałem sobie, jak bardzo się różnicie. Aż pewnego dnia wiedziałem, że jeśli ma nas to do czegoś zaprowadzić, to muszę się odciąć od tamtego wyobrażenia i zbudować sobie inny – prawdziwy – obraz ciebie. Chyba mi się udało.
Na jej twarzy zagościł niepewny, krótki uśmiech.
Nie wiem, co mam panu odpowiedzieć – rzekła po chwili.
Po pierwsze, nie mów do mnie per pan, to brzmi trochę głupio, a po drugie, przemyśl wszystko, zanim podejmiesz decyzję. Jestem wilkołakiem, trzy miesiące temu straciłem żonę, zostałem sam z synem, nie mam porządnej pracy, oszczędności, a nawet dachu nad głową. Nie wiem, czy powinnaś chcieć takiego życia.
Syriusz powiedział mi kiedyś, że miłość, to ciężka sprawa.
Zabawne, skąd on mógł o tym wiedzieć – westchnął Remus. – A swoją drogą. Nie powiedziałaś mi, czy zaliczyłaś egzaminy.
Co? Ach, tak, zdałam wszystkie. Dziękuję panu za pomoc... to znaczy... dzięki, Remusie...

Jego postać pojawiła się we śnie. Przysiadł na brzegu łóżka i uśmiechnął się do niej szeroko.
Więc dopniesz swego i zostaniesz dziewczyną Huncwota? – zapytał, choć bardziej zabrzmiało to jak stwierdzenie faktu. – Szkoda, że nie będę mógł zatańczyć na waszym weselu...
* * *

Muszę Was przeprosić. To opowiadanie miało zakończyć się inaczej. Natomiast 6 października zapraszam na epilog. Jest to niezwykła data, wiecie? 

wtorek, 22 września 2015

21: Droga do przebaczenia

Myśli rozbiegły się po pokoju. Każda z nich schowała się w innym miejscu. Niektóre wpełzły pod dywan, inne ukryły się za szafą, a co najmniej trzy zaszyły się w szufladzie z bielizną. Nie wychyliły nawet nosa, nie dały żadnego znaku życia. Zostawiły mnie samą z pustą głową, która już nie potrafiła na niczym się skupić.
Ale to i tak nie ułatwiało sprawy.
Tak samo jak deszcz cichutko stukający o parapet, śpiew ptaków, wiatr na strychu i szelest suchych liści w rynnie – przytłaczający chaos dnia codziennego. Chaos, który w innych okolicznościach byłby niezauważony.
Myśli uciekły, słowa się nie kleją. Pustka wypełniona obowiązkami i pozornymi zapewnieniami, że wszystko się ułoży, że będzie lepiej, będzie dobrze, będzie jak dawniej.

Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Natarczywy gość albo nie raczył zapukać, albo zamyślona lokatorka nie miała ochoty odpowiadać. W progu stanął on. Popatrzył na nią zielonymi oczami i rozpoczął prawdziwą batalię myśli. Zrobić krok do przodu czy raczej do tyłu? Ona widziała wahanie na jego twarzy, ale nie miała ochoty przerwać tej niezręcznej sytuacji. Patrzyli na siebie dłuższą chwilę, ale nie byli w stanie dostrzec dawnego młodzieńczego blasku. Było już za późno.
Ginny. – Kiedy wymawia na głos jej imię, ona nadal nie rozpoznaje w nim cząstki siebie.
Harry. – Mówi, jakby miało im to pomóc przełamać niewidzialną barierę.
Uważam, że powinniśmy porozmawiać – oświadczył oschle. Stanowczo zbyt oschle...
To rozmawiajmy.
Harry westchnął głośno, a potem niepewnie zbliżył się do dziewczyny. Bez słowa usiadł na skraju łóżka tuż przy jej ramionach. Ginny nie podniosła się. Nadal leżała na wznak i wpatrywała się w sufit, marszcząc brwi. Chłopak przyjrzał się jej dokładnie. Wyglądała dziwnie w krótkich włosach. A przez to, że ostatnio schudła kilka kilogramów kości policzkowe i żuchwę miała mocniej zarysowaną, co nadawało jej wygląd chłopczycy. Może lekki makijaż i ładne ubranie coś by zmieniły..?
Wiesz, że mogłem cię zabić? – zapytał po dłuższej chwili.
Nie obwiniaj się – rzekła szybko. Stanowczo zbyt szybko. – To przecież nie był twój pomysł.
No właśnie... o tym chciałem porozmawiać.
Ginny usiadał tak gwałtownie, że zakręciło jej się w głowie. Kiedy pokój przestał wirować jej przed oczami, popatrzyła na Harry'ego z niepewnością.
Wiem, czego oczekujesz – powiedziała. – Mam zeznawać na korzyść Hermiony.
Rozmawiałem z Kingsleyem, jeśli odpowiednio dobierzemy słowa, to może uda nam się przekonać członków Wizengamotu, że miała na uwadze tylko moje dobro.
Przez twarz Ginny przebiegł grymas, a potem napięła myśli w cierpkim uśmiechu.
A moje dobro też miała na uwadze? – zapytała, wstając z łóżka.
Posłuchaj...
Nie – przerwała, podchodząc do okna. – Choć raz to ty mnie posłuchaj.
Stała odwrócona do Harry'ego plecami, przez co ten nie potrafił odgadnąć wyrazu jej twarzy. Zapadło milczenie. Gęsta cisza zaczęła unosić się w powietrzu, tworząc toksyczną mieszankę.
Nie potrafię jej wybaczyć – powiedziała, dokładnie akcentując każdą sylabę. – Zbyt wiele się wydarzyło i zbyt mocno pragnęłam ci pomóc. W dodatku ja nadal nie rozumiem jej gry i tego, o czym myślała, kiedy to robiła. Przepraszam, Harry, ale dla mnie to nie jest normalne.
Chyba nie chcesz zeznawać przeciwko niej? – zapytał, a w jego głosie dało się wyczuć napięcie.
Zdajesz sobie sprawę, że obydwoje mogliśmy zginąć? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Tak, zdaję i jestem wściekły za to, że narażała też ciebie, ale mimo to Hermiona to moja przyjaciółka i nie zostawię jej teraz.
Harry, ja też będę zeznawać na jej korzyść – oświadczyła cicho.
Chłopak odrobinę się zrelaksował. Widać było, że spadł mu z barków ogromny ciężar.
Rozmawiałem też z Ronem – dodał spokojnie. – On naprawdę źle to znosi.
Ginny prychnęła rozzłoszczona i pokręciła głową z niedowierzaniem.
Dziwisz się? – spytała cierpko.
Harry już otworzył usta, aby coś powiedzieć, jednak przerwało mu energiczne pukanie do pokoju dziewczyny.
Proszę! – krzyknęła mechanicznie.
Drzwi się otworzyły, a do pomieszczenia wkroczył Kingsley. Rosły mężczyzna wyglądał dość komicznie w ciasnych czterech ścianach z sufitem, który niemal muskał czubek jego głowy. Ginny westchnęła i jednym ruchem otworzyła okno na oścież w obawie, że nie starczy powietrza dla całej trójki.
Zabawne – rzekła cierpko. – Przed chwilą o tobie rozmawialiśmy. Nie mam tutaj zbyt dobrych warunków, ale siadaj – dodała, wskazując jedyne krzesło znajdujące się w pomieszczeniu. Harry nadal zajmował miejsce na brzegu łóżka, a ona stała plecami do okna. Czuła, jak parapet wbija się w jej pośladki.
Nie chciałem nachodzić was bez uprzedzenia – oświadczył Kingsley.
Nic nie szkodzi – odpowiedział Harry, a Ginny zmarszczyła brwi.
Jak się czujecie? – zapytał auror, a dziewczyna wyczuła zmieszanie w jego głosie. Najwyraźniej nie miał pojęcia, jak rozpocząć tę rozmowę.
Parszywie – odpowiedziała po krótkiej chwili.
Chciałem porozmawiać o procesie, ale jeśli jesteś zmęczona...
Nie zamierzam zeznawać na niekorzyść Hermiony – wtrącił się szybko Harry. – Nie obchodzi mnie prawo, to ja jestem poszkodowany i skoro nie chcę jej oskarżać, to członkowie Wizengamotu powinni to uszanować.
Nie jesteś jedyny poszkodowany – rzekł Kingsley, a jego wzrok przeniósł się na Ginny. – Jakie jest twoje stanowisko?
Stanowisko? – powtórzyła, a potem uśmiechnęła się nieznacznie. – Ten dzień chyba przejdzie do historii, bo w końcu pytacie mnie o zdanie.
Ginny, proszę cię – wtrącił się Harry.
Moim zdaniem prawo do dupy – oznajmiła cierpko dziewczyna. – Według niego już dwa razy zostałam okrzyknięta niepoczytalną czarownicą, zmanipulowaną przez skutki czarnej magii.
Kingsley wyraźnie zmarszczył brwi i pokręcił z niedowierzaniem głową.
Więc wolałabyś odpowiadać za te wszystkie czyny? – zapytał spokojnie.
Dziewczyna splotła ręce na piersiach i wzięła kilka głębokich oddechów.
Nie – oświadczyła spokojniej. – Przepraszam, mam mętlik w głowie.
Zapadło krótkie milczenie, choć Ginny miała wrażenie, że ciszę w pokoju przerywa głośne bicie jej serca. Czuła na sobie wzrok Kingsleya, natomiast oczy Harry'ego wpatrzone były w drewnianą podłogę. Dziewczyna widziała gniew malujący się na jego twarzy. Przez jej głowę przebiegła niepokojąca myśl – Czy o nią też by tak walczył?
Nie oskarżę Hermiony – szepnęła tak cicho, że sama z trudem usłyszała swoje słowa. – Ale to nie znaczy, że jej wybaczę... tak prywatnie...
Jeśli takie będzie wasze stanowisko na rozprawie, to prawdopodobnie uda się to wszystko jakoś załatwić – powiedział auror i wyprostował się. – Rozmawiałem już z Remusem. On też nie chce oskarżać Hermiony, ale jego sytuacja też nie jest jasna.
Ginny ukryła twarz w dłoniach i wzięła kilka głębokich oddechów.
Przecież on też jest ofiarą – oświadczyła Ginny, czując jak niewygodna gula narasta w jej gardle. – Ministerstwo nie może obarczać go moimi winami. To ja ukradłam książkę.
Możemy mieć nadzieję, że ministerstwo przymknie na to oko. Wykroczenie rzeczywiście nie jest poważne, a oficjalnie nikt go nie przesłuchiwał, więc nie można zarzucić mu kłamstwa.
A jeśli będą stronniczy?
Jeśli masz na myśli artykuł z Czarownicy, to wiedz, że na redaktora nałożono karę grzywny, a Remus będzie mógł wystąpić o odszkodowanie.
I myślisz, że to zrobi? – zapytała spokojniejszym głosem.
Moja w tym głowa, aby go przekonać.
Ginny westchnęła i nagryzła wargę.
Czy Remus mówił, jak do tego doszło? – spytała, nie unosząc wzroku. Poczuła, że na jej twarzy tworzy się szkarłatny rumieniec wstydu.
Mówił – odparł krótko Kingsley. – I uważam, że powinnaś z nim porozmawiać.
Nie – rzekła szybko Ginny, kręcąc głową. – Byłam pijana, to nie miało związku z moimi... uczuciami.
Na pewno?
Słowa zawisły w powietrzu. Dziewczyna wyczuła na sobie wzrok Harry'ego. Wiedział. Była tego pewna, choć sama mu nie mówiła. Tylko czy na pewno znał całą prawdę? Tylko Remus wiedział o tym, co czuła do Syriusza, a to przecież ta więź miała tutaj największe znaczenie, to ona pchnęła ją do większości sytuacji.
Nie chcę o tym rozmawiać – oświadczyła cierpko, a potem wyminęła Kingsleya i wyszła z pokoju.
* * *
Sierpień był chłodny i deszczowy. Słońce niemal nie wyglądało zza grubej warstwy szarych chmur. Każdy dzień był szary i przygnębiający, zupełnie jakby pogoda uparła się, aby jeszcze bardziej im dokuczyć. Ostry wiatr potrząsał gałęziami drzew, a liście opadały, jakby pomyliły pory roku.
Remus kilka razy zaczerpnął powietrza i okrył się szczelniej peleryną. Od dobrych pięciu minut stał przed domem Andromedy i nie potrafił zdobyć się na odwagę i zapukać. Miał wrażenie, że jego ręce stały się zbyt ciężkie, aby je podnieść, a nagi niezdolne do zrobienia nawet kroku. Był intruzem we własnym ciele.
Przypomniał sobie ostatnią wizytę w tym domu. Czy wtedy było mu łatwiej?
Zapukał.
Miał wrażenie, że chwile, które potem nastały, były jednymi z najdłuższych w jego życiu. Czekał. A kiedy już chciał odwrócić się na pięcie i odejść, dostrzegł, że drzwi się otworzyły. W progu stanął stary skrzat domowy, który popatrzył na mężczyznę dużymi, wyłupiastymi oczami.
Dzień dobry – przywitał się Remus. – Czy zastałem panią Andromedę Tonks?
Pani czeka w salonie.
Wszedł do niewielkiego przedsionka, a później do holu. Jego kroki odbijały się echem od pustych ścian. W tym domu nic się nie zmieniło. Miał wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu.
Skrzat zaprowadził go do salonu. Tutaj również nic się nie zmieniło. Remus miał wrażenie, że cofnął się w czasie do chwili, w której pierwszy raz przekroczył próg domu Andromedy po śmierci Tonks. Przez chwilę łudził się, że to wszystko było tylko złym snem wariata.
Andromeda siedziała na kanapie. Tak jak wtedy... Ubrana była na czarno, a jej włosy kontrastowały z bladą cerą. Spojrzała na Remusa posępnie i pokręciła głową. Dopiero po chwili mężczyzna zorientował się, że widzi w jej oczach coś, czego wcześniej nie dostrzegł. Współczucie.
Dziękuję, Bulpie – zwróciła się w kierunku skrzata. – Możesz odejść.
Stworzenie bez słowa wykonało jej polecenie.
Remus wiedział, że powinien coś powiedzieć, jednak słowa ugrzęzły mu w gardle.
Więc znów do mnie przychodzisz, Remusie – rzekła Andromeda, nie podnosząc się z kanapy. – Usiądź, chyba nie będziesz przez cały czas stał.
W milczeniu zrobił to, o co prosiła.
Słyszałam o tym, co się stało – kontynuowała kobieta. – To przykre. Mam tylko nadzieję, że Harry i córka Weasleyów czują się już dobrze.
Nie widziałem się z nimi, ale Kingsley mówił, że wyszli ze szpitala i dochodzą do siebie w domu – odpowiedział, a jego głos zabrzmiał dziwnie obco.
Chciałam cię przeprosić, jeśli wyciągnęłam zbyt pochopne wnioski, widząc cię z tą dziewczyną – wyszeptała, nie patrząc w jego stronę. – Byłam... jestem... przytłoczona tym wszystkim.
Remus zaśmiał się w duchu. Gdyby Andromeda wiedziała, co tak naprawdę się wydarzyło, to prawdopodobnie inaczej by teraz rozmawiali. Gdyby tylko wiedziała, jak wielki mętlik znajduje się w jego głowie i sercu. I ta wieczna batalia, co wypada, a co nie. Musiał przestrzegać zasad.
Jak się czuje Ted? – zapytał w końcu, zmieniając temat. – Chciałbym go zobaczyć.
Ostatnio był przeziębiony, ale już jest dobrze. Zaprowadzę cię do niego – dodała, wstając z kanapy.
Remus poczuł kolejne ukłucie żalu, ale bez słowa podniósł się z fotela i kroczył za teściową.
Kiedy rozprawa przeciwko Hermionie? – zapytała Andromeda, kiedy byli na schodach.
Jutro z samego rana – odpowiedział krótko. – Ale nikt nie chce jej oskarżać.
Rozumiem.
Wkroczyli do niewielkiego pokoju ze ścianami pomalowanymi na pomarańczowo. Tu też nic się nie zmieniło. Żółty puchaty dywan, szafki z ciemnego drewna i łóżeczko stojące przy oknie.
Remus niepewnie podszedł do niego i spojrzał na małego, śpiącego chłopczyka. Spojrzał na swojego syna, na najważniejszą osobę w jego życiu. Serce Lupina podeszło aż do gardła.
Chcę go odzyskać – wyszeptał, aby nie zbudzić malca.
Wiem – odpowiedziała krótko Andromeda. – Ale chciałabym być pewna, że zdajesz sobie sprawę, co to znaczy opiekować się małym dzieckiem. Remusie, nie masz pracy, teraz nawet dachu nad głową. Nie mogę tak po prostu oddać ci Teda.
Mężczyzna przełknął głośno ślinę. Nie miał żadnego argumentu, bo wiedział, że kobieta ma rację.
Chcę ci pomóc – dodała cicho. – Moja znajoma poszukuje kogoś do pracy w sklepie z kociołkami. Może nie jest to szczyt twoich możliwości, ale na początek dobre i to.
Remus poczuł, że napinają się w nim wszystkie mięśnie. Powinien coś powiedzieć, ale zabrakło mu słów.
I myślę, że najlepiej będzie, jak na razie zamieszkasz tutaj – dokończyła. – Będziesz mógł spędzać czas z Tedem, a ja przekonam się, jakim byłbyś ojcem.
Jesteś pewna, że to dobry pomysł? – zapytał krótko.
Nie wiem. Nimfadora cię kochała, a ja jestem jej to winna.
Remus popatrzył na syna. Po kilku sekundach chłopiec otworzył oczy, a kiedy spojrzał na mężczyznę, kąciki jego warg się uniosły. Mężczyzna nie miał najmniejszych wątpliwości, że malec rozpoznał swojego ojca. 

Obserwatorzy