wtorek, 6 października 2015

Epilog: Bajka trwa

Jest sama, kiedy Bogini Łowów wspina się na czarny nieboskłon. Stoi w otwartym na oścież oknie i wdycha zapach lasu po deszczu. Chłodny wiatr rozwiewa jej włosy i sprawia, że na policzkach pojawiają się rumieńce. Dolna warga drży bardziej ze strachu niż zimna. Przymyka oczy, ale natychmiast je otwiera, nie wytrzymując natłoku obrazów i wspomnień, które nawiedzają jej umysł.

Ginny, ty chyba oszalałaś?! – krzyknęła jej matka, kiedy pięć lat temu przedstawiła jej swój plan. – Nie zgadzam się!
Ale ja nie pytam cię o zdanie – oznajmiła cicho dziewczyna.
Chyba postradałaś zmysły, popełniasz ogromny błąd!
Bo co? Co ci się nagle przestało podobać w Remusie? – zapytała butnie, prostując się jak struna. – To, że jest wilkołakiem?
To, że ma dziecko!
Że nie ma pieniędzy?
Że mógłby być twoim ojcem!
Uspokójcie się! – wtrącił się do ich kłótni ojciec, choć ostatnio rzadko to robił.
Arturze, ty chyba tego nie popierasz? – upewniła się Molly, spoglądając na męża.
Zapadła niezręczna cisza, przerywana głośnym biciem jej serca.
Nie do końca – odparł zgodnie z prawdą mężczyzna. – Ale Ginny jest dorosła, sama na siebie zarabia, więc na pewno nie możemy jej tego zabraniać. Zresztą i tak by nas nie posłuchała.

Bogini Łowów prezentuje swoje blade oblicze. Obnaża się przed nią, oświetlając jej twarz blaskiem. Więc i ona powoli zdejmuje nocną koszulę. Rozkłada ręce i odchyla głowę, pozwalając, aby blask wniknął głęboko, gębko do jej wnętrza. Długa, cienka blizna lśni między piersiami.


Hermiona i Harry naprawdę ze sobą zamieszkali – powiedziała Luna, kiedy małymi łykami sączyły sok dyniowy. – Jak myślisz, wyniknie coś z tego?
Nie wiem, ale jak jest taka mądra, to mogła sobie w dupę to serce wsadzić.
Ginny, dlaczego jesteś na nią taka wściekła? – dopytywała się przyjaciółka.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Nie potrafiła odpowiednio dobrać słów.

Wszystkie gwiazdy uciekły. Bogini Łowów je onieśmiela. One nie potrafią na nią patrzeć, nie potrafią znieść jej uroku i piękna. Są zbyt małe, niewinne i słabe zupełnie jak kiedyś ona.


Chciałem tylko wiedzieć, czy jesteś szczęśliwa – rzekł pewnego dnia Ron, kiedy zjawił się u niej z niezapowiedzianą wizytą.
Jak to w życiu – odpowiedziała ze wzruszeniem rąk. – Raz jest lepiej, raz gorzej, czasem mam zbyt wiele do powiedzenia, a innym razem denerwuje mnie to, że Remus jest oszczędny w słowach... ale generalnie jestem szczęśliwa. A ty?
Wczoraj byłem na randce.
I nic mi nie powiedziałeś? Z kim?

Dotyka dłonią swojego brzucha i cicho dziękuje. Już się nie boi. Spoglądając na twarz swojego śpiącego dziecka, wie, że Bogini Łowów nie do końca jest jej wrogiem.
* * *
To chyba koniec. Nie jest on taki, jak wymyśliłam na samym początku mojej przygody z tym opowiadaniem. Musiałam go zmienić. Zbyt wiele rzeczy wydarzyło się w moim życiu, aby kontynuować tamten ckliwy zamysł. Ginny się wyrwała z mojego wyobrażenia o jej osobie i właśnie dlatego w tym miejscu powinnam zakończyć moją pięcioletnią przygodę z nią. Tak, dziś mija pięć lat od założenia Ginevry i dziś chyba żegnam się z opowiadaniami potterowskimi. Chciałabym z całego serca podziękować tym, co czytali to opowiadanie jaki te poprzednie. Wasze opinie były dla mnie zawsze niezmiernie ważne i nieraz pomagały przetrwać kryzys.
Na razie tyle z mojej strony. Nie mówię, że jest to pożegnanie, ale nie wiem co będzie dalej i czy Elfaba jaką znaliście jeszcze kiedyś się tu pojawi, ponieważ mam dziwne wrażenie, że gdzieś ją w sobie zatraciłam...
Cóż, trzymajcie się ciepło i do kiedyś tam!

poniedziałek, 28 września 2015

22: Wolność

Korytarze w Ministerstwie Magii były obłożone ciemnymi, gładkimi kafelkami. Choć były szerokie, to owa faktura sprawiała, że wydawały się jeszcze bardziej przestronne. Tego dnia, w tym miejscu kręciło się wielu czarodziejów i czarownic. Wszyscy dyskutowali, przekrzykując się wzajemnie. Niemal każdy miał coś do powiedzenia, próbował podważyć wyrok Wizengamotu lub zapewnić, że się z nim zgadza.
Ginny nie miała siły tego słuchać. Oparła się plecami o ścianę i przymknęła oczy. Czekała. Oddałaby wszystko, aby w tamtej chwili zniknąć i pojawić się w zupełnie innym, bezpieczniejszym miejscu. W miejscu, w którym nie będzie czuła tej narastającej pustki i niedających spokoju myśli.
Może nie powinna była tego robić? Może jej matka miała rację, kiedy wczoraj długie godziny rozmawiały o tym procesie. Tylko że Molly też nie była pewna, co jest dobre. Czy powinny oskarżyć Hermionę, czy jednak potraktować to w sposób łaskawy?
Ginny – znajomy głos wyrwał ją z zamyślenia. Otworzyła oczy i popatrzyła na Harry'ego. – Dziękuję za to, co zrobiłaś.
Przecież tak się umawialiśmy – odpowiedziała cierpko. – Myślałeś, że nie dotrzymam słowa?
Sam nie wiem, czego się spodziewałem – rzekł.
Dziewczyna poczuła, że na korytarzu zrobiło się cicho. Zgromadzony tłum stracił zainteresowanie minionym procesem i nagle wszyscy skupili się na Harrym Potterze, Wybrańcu, który ocalił ich świat.
W tamtej chwili Ginny poczuła, że coś jest nie tak. Jej wzrok napotkał Remusa, wychodzącego z sali wraz z Kingsleyem. Nie zauważył jej, nie wiedział, że jej serce mocniej zabiło.
Ginny? – Harry powtórzył jej imię, aby zwrócić na siebie uwagę. – Co do nas...
Dziewczyna uniosła rękę i położyła palec na jego ustach. Atmosfera zgęstniałą, a otaczający ich czarodzieje wstrzymali oddech. Ginny uśmiechnęła się delikatnie. Doskonale wiedziała, czego się spodziewali, ale ona nie umiała tego zrobić. Jej wzrok znów napotkał Remusa i Kingsleya. Oni też się przyglądali.
Przepraszam, Harry – wyszeptała. – Nie ma już nas.
Dziewczyna wyminęła chłopaka i przepchnęła się przez tłum gapiów. Dopiero wtedy tak naprawdę poczuła się wolna i czuła, że oddała serce Harry'ego prawowitemu właścicielowi. Nie była godna, aby zatrzymywać je na dłużej. I choć świat próbował jej wmówić, że trzeba płakać, kiedy coś się kończy, to ona wiedziała, że w tym przypadku będą to łzy szczęścia.

Z daleka widać, że Harry ci się podoba – rzekł Syriusz, a na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
Ginny najpierw się zaczerwieniła, a potem znalazła w sobie odwagę, aby odpowiedzieć:
Ja zawsze go kochałam, nawet wtedy, kiedy nie byłam pewna, czym jest miłość.
Mężczyzna zaśmiał się głośno, ale kiedy zauważył jej obrażoną minę, dołożył wszelkich starań, aby się uspokoić.
Przepraszam – powiedział. – Ale chyba właśnie w tym jest problem.
Problem? – powtórzyła, splatając ręce na piersiach.
Tak, bo jako mała dziewczynka próbowałaś wmówić sobie, że go kochasz. Otoczyłaś się ulotną i nieprawdziwą wizją jego osoby. Nie można zakochać się w kimś, kogo się nie zna. Najpierw trzeba poznać jego wady, zalety, to, co cię denerwuje i to, co cię śmieszy. Trzeba wiedzieć, czy na daną osobę można liczyć i czy ta osoba może liczyć na ciebie. Miłość to ciężka sprawa...

Kiedy zimna woda spłynęła po jej twarzy, zrozumiała, że Syriusz nie tylko mówił o Harrym, mówił też o sobie. Miłość to coś więcej niż sekretne spotkania w sypialni i długie rozmowy. Miłość to życie, codzienna walka, poświęcenie i często również bezsilność.
Uniosła twarz i spojrzała w lustro. Ten rozdział został zamknięty. Mogła już wstać i iść dalej.
Lustra mają w sobie magię. Każdy czarodziej to wie.

Hermiona Granger uniewinniona!
Wczoraj w godzinach porannych miał miejsce jeden z najgłośniejszych procesów w historii. Przed całym Wizengamotem stanęła Hermiona Granger, najlepsza przyjaciółka Harry'ego Pottera, która kilka dni temu sama przyznała się do wycięcia serca Wybrańca.
Przypominamy, że nasz Złoty Chłopiec nie obudził się po bitwie z Voldemortem. Uzdrowiciele długo utrzymywali w sekrecie, co jest przyczyną złego stanu zdrowia Bohatera. Dopiero później udało się ustalić fakty.
Wielu redaktorów spekulowało, że serce na pewno zostało w najbliższym otoczeniu Wybrańca. Jak widać, nie pomylili się. Wiadome jest, że serce zostało wycięte przez jego najlepszą przyjaciółkę, Hermionę Granger i schowane w piersi byłej ukochanej pana Pottera – Ginevry Weasley (więcej o ich zerwaniu na str. 7), która według zeznań nie miała o tym pojęcia.
Jednak żaden z poszkodowanych nie zeznawał przeciwko oskarżonej. Nawet bliscy nie szczędzili dobrych słów pod adresem panny Granger. Wizengamot niemal jednogłośnie oczyścił ją ze wszystkich zarzutów i zwolnił z aresztu. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że Hermiona obecnie mieszka razem z panem Potterem. Jak widać, niezbadane są losy ludzkie.
T. M.

Pod koniec sierpnia zza chmur wyjrzało słońce. Jego promienie otulały wzgórza wokół Nory. Trawa bezwstydnie grzała się w ich blasku. Delikatny wiatr poruszał liśćmi na drzewach. Przyroda odżyła, a wojna w końcu przeniosła się na karty książek. I choć ból po stracie najbliższych nadal palił serca, to coraz więcej osób poczuło, że wspomnień nikt im nie odbierze, a muszą patrzeć w przyszłość.
Ginny! – W Norze rozległ się krzyk pani Weasley. – Ginny, dlaczego nie jesteś jeszcze spakowana. Jutro wyjeżdżasz do Hogwartu, a w jadalni poniewierają się twoje książki! Ginny?!
Dziewczyna zbiegła po schodach, omal nie potykając się na ostatnim stopniu. W dwóch susach doskoczyła do matki i przyjęła swoją zgubę.
Zdążę – oznajmiła krótko. – Nie mam tego aż tyle, aby potrzebować na to cały dzień.
Tak? A potem znów będziesz pisać, abym ci coś wysłała? Możesz być pewna, że dołączę do tej rzeczy stosownego wyjca.
Oj, mamo... daj spokój. To Ronowi zawsze musiałaś coś dosyłać, a nie mi.
Kobieta pokręciła głową z dezaprobatą i wycofała się w kierunku kuchni. Ginny uśmiechnęła się pod nosem, obserwując jej sylwetkę, a potem usiadła przy dużym stole naprzeciwko ojca, czytającego nowe wydanie Proroka Codziennego.
Coś nowego? – zapytała.
No cóż... – odpowiedział lekko zamieszany.
Co? Nowe zdjęcia Harry'ego i Hermiony? – odpowiedziała pytaniem.
To pewnie tylko plotki.
Tato, nie rusza mnie to. Żal mi jedynie Rona – oznajmiła, wzruszając ramionami. – A swoją drogą, mówił, o której wróci ze sklepu Freda i George'a?
Nie – wtrąciła się mama. – Powinien jechać do szkoły, a nie pracować.
Ginny już chciała stanąć po stronie brata, kiedy rozległo się pukanie. Weasleyowie popatrzeli na siebie, a dziewczyna wstała i ruszyła w kierunku drzwi.
Spodziewacie się kogoś? – zapytała, naciskając na klamkę.
Kiedy otworzyła drzwi i zobaczyła, kto stoi w progu, na chwilę odebrało jej mowę. Remus Lupin wyglądał lepiej niż przy ich ostatnim spotkaniu. Miał nowe szaty, ogolił się i podciął włosy. Co więcej, nie był sam. Na rękach trzymał swojego półrocznego synka Teda. Chłopczyk miał włosy koloru soczystej zieleni i miodowe oczy – identyczne jak ojciec.
Dzień dobry – przywitała się. – Cześć, maluszku – dodała w kierunku chłopca. – Ale ty już duży.
Cześć, Ginny – odpowiedział mężczyzna, a na jego twarzy zagościł uśmiech.
Och, Remus! – uradowała się Molly i podeszła do mężczyzny. Niemal automatycznie ucałowała Teda w czoło i chwyciła Remusa pod ramię i poprowadziła do stołu. – Co was do nas sprowadza?
Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu, a chciałem odwiedzić starych przyjaciół – odpowiedział, próbując zapanować nad ruchliwym malcem. – Praca i obowiązki.
Mogłeś napisać, upiekłabym coś specjalnego!
Nie chciałem robić kłopotu.
Jaki tam kłopot! – oburzyła się Molly, a potem jej twarz złagodniała. – Naprawdę dobrze wyglądasz, Remusie – powiedziała na głos to, co Ginny miała odwagę tylko pomyśleć.
A to ciekawe – wtrącił się Artur. – Ja przy naszych dzieciach wyglądałem jak kupa nieszczęść. Szczególnie jak Fred i George byli mali. Mój kolega myślał, że mam jakąś śmiertelną chorobę!
Arturze! – oburzyła się pani Weasley.
Ted to bardzo grzeczny chłopiec – powiedział Remus, gładząc synka po głowie.
Zaraz podam herbatę – oznajmiła Molly, zrywając się z krzesła. – Ginny, co tak stoisz?
Dziewczyna otrząsnęła się z amoku i odwróciła głowę od Remusa.
Może pójdę się spakować – powiedziała, robiąc krok w kierunku schodów.
Nie wygłupiaj się, siadaj – rzekł Artur, odsuwając jej krzesło. – Zdążysz.
Dziewczyna bez słowa wykonała jego polecenie. Jej serce zabiło szybciej, a ona za wszelką cenę próbowała pozbyć się niechcianych myśli z głowy. Wyczuła na sobie wzrok Remusa, a potem Teddy wyciągnął w jej kierunku małe rączki. Jęknęła, kiedy chłopiec załkał, wyrywając się w jej stronę.
Ginny, weź go na chwilę – powiedziała pani Weasley. – Widzisz, spodobałaś się mu.
Dziewczyna wzięła chłopca. Przez ułamek sekundy jej dłoń dotknęła dłoni Remusa, a po plecach przebiegł dreszcz. Skarciła się za to w duchu.
Teddy znów się uspokoił, wykazując ogromne zainteresowanie guzikiem przy jej swetrze.
A jak układa ci się z Andromedą? – zapytała Molly, podając herbatę i ciastka.
Na początku nie było najlepiej, ale staramy się nie wchodzić sobie w drogę – wytłumaczył, upijając łyk napoju. – Nie mogę na nią narzekać, bo naprawdę dużo jej zawdzięczam.
To prawda, dobrze, że wychodzisz na prostą – skwitował Artur. – Próbujesz szukać innej pracy?
Na razie chcę pokazać się z jak najlepszej strony w tej, aby dostać dobre rekomendacje – wytłumaczył szybko.
Tak, to dobry pomysł – przyznała pani Weasley. – No i słyszałam od Kingsleya, że dostałeś odszkodowanie od tego redaktora z Czarownicy. To było podłe, co tam napisali. Prawda?
Ginny wyczuła na sobie jej pytające spojrzenie.
Tak – powiedziała szybko dziewczyna. – Bardzo.
Och, co się z tobą dzieje? Źle się czujesz? – zapytała kobieta z troską.
Dziewczyna wstała od stołu, a potem podała Teda Remusowi. Chłopczyk załkał niezadowolony z takiego obrotu spraw.
Przepraszam – powiedziała cicho Ginny. – Naprawdę muszę się spakować.
Nie odwracając się za siebie, wbiegła po schodach i zatrzasnęła drzwi pokoju.
* * *
Remus wiedział, że powinien porozmawiać z nią już wcześniej. Niepotrzebnie odkładał tę rozmowę, każdego dnia tłumacząc sobie, że ma jeszcze trochę czasu do jej powrotu do Hogwartu. A tu proszę, czas zleciał nieubłaganie i właśnie miał ostatnią szansę na planowaną niemal od wieków rozmowę.
Zapukał, a kiedy usłyszał jej odpowiedź, otworzył drzwi.
Jej pokój był tak mały, że ogromny kufer stojący na środku sprawiał, że nawet człowiek tak szczupły jak Remus miał problem, aby się w nim zmieścić. W dodatku w pomieszczeniu panował ogromny bałagan. Jej rzeczy były porozrzucane po łóżku i dywanie, jakby ich właścicielka sama nie wiedziała, co powinna ze sobą zabrać.
Ginny uniosła głowę znad znad stery pergaminów i głośno nabrała powietrza do płuc.
Możemy porozmawiać? – zapytał Remus.
Przepraszam za bałagan – odpowiedziała, a potem zrzuciła z jedynego krzesła dwie czarne szaty. – Proszę – dodała, wskazując mu miejsce.
Trzymałaś to wszystko w jednej szafie? – zapytał, siadając.
Ta szafa nie jest wcale taka mała – odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie. – To znaczy w środku jest trochę większa.
Rozumiem.
Przez chwilę zapanowała cisza. Remus obserwował jej twarz. Rude włosy, które odrobinę urosły i teraz niemal co kilka sekund były nerwowo przeczesywane przez ich właścicielkę. Brązowe oczy, błądzące po pokoju, aby za wszelką cenę uniknąć jego wzroku. Zadarty, obsypany piegami nos, poruszający się przy każdym oddechu. Pełne wargi, które nadgryzała z nerwów.
Chyba powinnam pana przeprosić – oznajmiła w końcu i zmusiła się, aby spojrzeć mu w oczy. – Za to, co się stało w pokoju Syriusza.
Chyba? – powtórzył, a na jej twarzy pojawił się szkarłatny rumieniec.
Chyba na pewno.
Remus uśmiechnął się, a potem chwycił jej dłoń. Dziewczyna wzdrygnęła się, ale nie wyrwała się z uścisku.
Powinienem wcześniej z tobą porozmawiać i... – zaczął Remus.
Nie – przerwała mu mechanicznie. A potem zaczęła mówić tak szybko, że Lupin z trudem mógł zrozumieć słowa. – Nie musiał pan. Ja rozumiem. Narobiłam tyle kłopotów. Ministerstwo uważa, że działałam wbrew swojej woli, ale to nie ma znaczenia, bo i tak mam wyrzuty sumienia. Przeze mnie pokłócił się pan z Andromedą, wplątałam pana w to całe zamieszanie z książką, spaliłam dom, byłam nachalna, a potem zamiast pomóc, to upiłam się i...
Ginny, już mnie za to przepraszałaś. Ja też nie jestem bez winy. Jaki ze mnie znawca czarnej magii, skoro mieszkałaś pod moim dachem i niemal każdego dnia obserwowałem, że dzieje się z tobą coś złego?
Proszę się nie obwiniać – wyszeptała. – Miał pan rację. Co do Syriusza. To była moja wyobraźnia i pragnienie uwolnienia się od uczucia do Harry'ego, które sobie wmówiłam i... Na Merlina! Co ja bredzę.
Nie wiem, czy pamiętasz, ale tamtej nocy powiedziałem ci, że szukałem w tobie Dory. Cały czas, jak u mnie mieszkałaś, porównywałem was. Sposób ubierania, zainteresowania, charakter i za każdym razem uświadamiałem sobie, jak bardzo się różnicie. Aż pewnego dnia wiedziałem, że jeśli ma nas to do czegoś zaprowadzić, to muszę się odciąć od tamtego wyobrażenia i zbudować sobie inny – prawdziwy – obraz ciebie. Chyba mi się udało.
Na jej twarzy zagościł niepewny, krótki uśmiech.
Nie wiem, co mam panu odpowiedzieć – rzekła po chwili.
Po pierwsze, nie mów do mnie per pan, to brzmi trochę głupio, a po drugie, przemyśl wszystko, zanim podejmiesz decyzję. Jestem wilkołakiem, trzy miesiące temu straciłem żonę, zostałem sam z synem, nie mam porządnej pracy, oszczędności, a nawet dachu nad głową. Nie wiem, czy powinnaś chcieć takiego życia.
Syriusz powiedział mi kiedyś, że miłość, to ciężka sprawa.
Zabawne, skąd on mógł o tym wiedzieć – westchnął Remus. – A swoją drogą. Nie powiedziałaś mi, czy zaliczyłaś egzaminy.
Co? Ach, tak, zdałam wszystkie. Dziękuję panu za pomoc... to znaczy... dzięki, Remusie...

Jego postać pojawiła się we śnie. Przysiadł na brzegu łóżka i uśmiechnął się do niej szeroko.
Więc dopniesz swego i zostaniesz dziewczyną Huncwota? – zapytał, choć bardziej zabrzmiało to jak stwierdzenie faktu. – Szkoda, że nie będę mógł zatańczyć na waszym weselu...
* * *

Muszę Was przeprosić. To opowiadanie miało zakończyć się inaczej. Natomiast 6 października zapraszam na epilog. Jest to niezwykła data, wiecie? 

Obserwatorzy