niedziela, 13 grudnia 2015

Informacja

Wyszłam na chwilę ze sterty słowników, repetytoriów, kawałków materiału i lalek (zaczynają już trochę przejmować kontrolę w moim pokoju) i wzięłam się za pisanie. Na razie tylko krótkie opowiadanie obyczajowe...
Zapraszam!

wtorek, 6 października 2015

Epilog: Bajka trwa

Jest sama, kiedy Bogini Łowów wspina się na czarny nieboskłon. Stoi w otwartym na oścież oknie i wdycha zapach lasu po deszczu. Chłodny wiatr rozwiewa jej włosy i sprawia, że na policzkach pojawiają się rumieńce. Dolna warga drży bardziej ze strachu niż zimna. Przymyka oczy, ale natychmiast je otwiera, nie wytrzymując natłoku obrazów i wspomnień, które nawiedzają jej umysł.

Ginny, ty chyba oszalałaś?! – krzyknęła jej matka, kiedy pięć lat temu przedstawiła jej swój plan. – Nie zgadzam się!
Ale ja nie pytam cię o zdanie – oznajmiła cicho dziewczyna.
Chyba postradałaś zmysły, popełniasz ogromny błąd!
Bo co? Co ci się nagle przestało podobać w Remusie? – zapytała butnie, prostując się jak struna. – To, że jest wilkołakiem?
To, że ma dziecko!
Że nie ma pieniędzy?
Że mógłby być twoim ojcem!
Uspokójcie się! – wtrącił się do ich kłótni ojciec, choć ostatnio rzadko to robił.
Arturze, ty chyba tego nie popierasz? – upewniła się Molly, spoglądając na męża.
Zapadła niezręczna cisza, przerywana głośnym biciem jej serca.
Nie do końca – odparł zgodnie z prawdą mężczyzna. – Ale Ginny jest dorosła, sama na siebie zarabia, więc na pewno nie możemy jej tego zabraniać. Zresztą i tak by nas nie posłuchała.

Bogini Łowów prezentuje swoje blade oblicze. Obnaża się przed nią, oświetlając jej twarz blaskiem. Więc i ona powoli zdejmuje nocną koszulę. Rozkłada ręce i odchyla głowę, pozwalając, aby blask wniknął głęboko, gębko do jej wnętrza. Długa, cienka blizna lśni między piersiami.


Hermiona i Harry naprawdę ze sobą zamieszkali – powiedziała Luna, kiedy małymi łykami sączyły sok dyniowy. – Jak myślisz, wyniknie coś z tego?
Nie wiem, ale jak jest taka mądra, to mogła sobie w dupę to serce wsadzić.
Ginny, dlaczego jesteś na nią taka wściekła? – dopytywała się przyjaciółka.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Nie potrafiła odpowiednio dobrać słów.

Wszystkie gwiazdy uciekły. Bogini Łowów je onieśmiela. One nie potrafią na nią patrzeć, nie potrafią znieść jej uroku i piękna. Są zbyt małe, niewinne i słabe zupełnie jak kiedyś ona.


Chciałem tylko wiedzieć, czy jesteś szczęśliwa – rzekł pewnego dnia Ron, kiedy zjawił się u niej z niezapowiedzianą wizytą.
Jak to w życiu – odpowiedziała ze wzruszeniem rąk. – Raz jest lepiej, raz gorzej, czasem mam zbyt wiele do powiedzenia, a innym razem denerwuje mnie to, że Remus jest oszczędny w słowach... ale generalnie jestem szczęśliwa. A ty?
Wczoraj byłem na randce.
I nic mi nie powiedziałeś? Z kim?

Dotyka dłonią swojego brzucha i cicho dziękuje. Już się nie boi. Spoglądając na twarz swojego śpiącego dziecka, wie, że Bogini Łowów nie do końca jest jej wrogiem.
* * *
To chyba koniec. Nie jest on taki, jak wymyśliłam na samym początku mojej przygody z tym opowiadaniem. Musiałam go zmienić. Zbyt wiele rzeczy wydarzyło się w moim życiu, aby kontynuować tamten ckliwy zamysł. Ginny się wyrwała z mojego wyobrażenia o jej osobie i właśnie dlatego w tym miejscu powinnam zakończyć moją pięcioletnią przygodę z nią. Tak, dziś mija pięć lat od założenia Ginevry i dziś chyba żegnam się z opowiadaniami potterowskimi. Chciałabym z całego serca podziękować tym, co czytali to opowiadanie jaki te poprzednie. Wasze opinie były dla mnie zawsze niezmiernie ważne i nieraz pomagały przetrwać kryzys.
Na razie tyle z mojej strony. Nie mówię, że jest to pożegnanie, ale nie wiem co będzie dalej i czy Elfaba jaką znaliście jeszcze kiedyś się tu pojawi, ponieważ mam dziwne wrażenie, że gdzieś ją w sobie zatraciłam...
Cóż, trzymajcie się ciepło i do kiedyś tam!

Obserwatorzy